Nauka i edukacja XXI wieku
Moje przemyślenia na temat humanistyki oraz edukacji ogólnokształcącej i wyższej humanistycznej w kontekście wyzwań XXI wieku - społeczeństwa informacyjnego i gospodarki opartej na wiedzy.
sobota, 26 maja 2012
Bibliometria metodą analizy i oceny dorobku naukowego historyków najnowszych dziejów Polski.
Rozporządzenia - w sprawie kryteriów i trybu przyznawania oraz rozliczania środków finansowych na działalność statutową; w sprawie kryteriów oceny osiągnięć osoby ubiegającej się o nadanie stopnia doktora habilitowanego; w sprawie szczegółowego trybu i warunków przeprowadzania czynności w przewodach doktorskich, w postępowaniu habilitacyjnym oraz w postępowaniu o nadanie tytułu profesora - usankcjonowały wykorzystywanie narzędzi bibliometrycznych do analizy i oceny dorobku naukowego całych uczelni i pojedynczych badaczy. W związku z tym zasadne jest pytanie – na ile bibliometria pozwala rzetelnie i sprawiedliwie ocenić dorobek naukowy? Pomiar rzetelny i sprawiedliwy oznacza, że jego kryteria umożliwiają udzielenie odpowiedzi precyzyjnej i adekwatnej do rzeczywistości, a także nie preferują i nie dyskryminują badaczy reprezentujących którąkolwiek dyscyplinę i specjalność naukową. W związku z tym odpowiedź na powyższe pytanie musi być udzielona oddzielnie dla każdej dyscypliny i specjalności naukowej. Autor podjął próbę zbadania, na ile bibliometria pozwala na rzetelne i sprawiedliwe zdiagnozowanie dorobku naukowego w zakresie najnowszych dziejów Polski.
Istnieje wiele, stosunkowo podobnych do siebie, definicji pojęcia bibliometria. Termin ten zastosował po raz pierwszy Alain Pritchard w 1969 roku, definiując bibliometrię jako zastosowanie matematycznych i statystycznych metod do badania książek i innych środków komunikacji. Dla potrzeb własnych badań Główny Urząd Statystyczny określił, że bibliometria to zastosowanie metod matematycznych i statystycznych do analizy literatury naukowej, pozwalające na ocenę wielkości produkcji naukowej. Głównym źródłem danych bibliometrycznych jest, według GUS, zespół bibliograficznych baz danych zwanych Science Citation Index Expanded (SCIE), Social Science Citation Index (SSCI) oraz Arts & Humanities Citation Index (A&HCI), opracowanych, aktualizowanych i administrowanych przez Instytut Informacji Naukowej (Institute for Scientific Information z Filadelfii w USA - komercyjna instytucja naukowa, będącą częścią Thomson Reuters Corporation ). Analiza bibliometryczna polega więc, według GUS, na zastosowaniu różnorodnych danych dotyczących publikacji naukowych i przytaczanych w tych publikacjach cytatów do oceny wyników działalności naukowej. W „Słowniku terminologicznym informacji naukowej” czytamy, iż bibliometria to badanie stanu ilościowego i tendencji rozwojowych piśmiennictwa metodą statystyczną na podstawie opisów bibliograficznych lub statystyki wydawnictw . Barbara Stefaniak (Stefaniak Barbara, Bibliometria w zarządzaniu informacją [w] Zarządzanie informacją w nauce, red. D. Pietruch-Reizes, Katowice 2008, s. 18.)podała następującą definicję - bibliometria to zastosowanie metod ilościowych do badania stanu i tendencji rozwojowych piśmiennictwa, najczęściej na podstawie różnego rodzaju bibliografii. Według Wandy Pindlowej (Pindlowa Wanda, Bibliometria, informetria i scientometria – refleksje terminologiczne i wzajemne relacje, „Zeszyty Naukowe Uniwersytetu Jagiellońskiego. Zeszyty Historycznoliterackie” 1989, nr 74, s. 63-73. ) bibliometria, korzystając z metod ilościowych, zajmuje się jednostką bibliograficzną, jej rolą i znaczeniem w komunikacji pisanej i relacjami z innymi jednostkami bibliograficznymi. Przedmiotem badań bibliometrii jest analiza literatury przy zastosowaniu metod ilościowych. Z kolei Piotr Nowak w książce „Bibliometria Webometria. Podstawy. Wybrane Zastosowania” napisał, że bibliometria to zastosowanie metod ilościowych, w których jednostką pomiaru jest opis bibliograficzny lub wybrane jego cechy, do analizy struktury zbioru dokumentów poprzez odkrywanie relacji pomiędzy dokumentami oraz ustalanie parametrów charakteryzujących zbiory dokumentów i ich właściwości .
Bibliometria posługuje się wskaźnikami ilościowymi produktywności naukowej. Najbardziej znanym jest impact factor – miara oddziaływania, wskaźnik znaczenia. W zasadzie IF odnosi się do konkretnego czasopisma i określa liczbę cytowań uzyskanych przez artykuły opublikowane w tym czasopiśmie w okresie dwóch i pięciu lat, podzieloną przez ogólną liczbę artykułów zamieszczonych w tym czasopiśmie w tym samym czasie. Został stworzony z myślą o porównywaniu i ocenie czasopism, dzięki czemu spośród szeregu tytułów można wybrać jedynie te najważniejsze, najbardziej wpływowe.
W ostatnich latach pojawił się nowy wskaźnik bibliometryczny – tzw. indeks Hirscha (h-index). Jest to liczba h takich publikacji, których liczba cytowań c jest nie mniejsza od h. Np. współczynnik h = 5 oznacza, że autor ma 5 publikacji cytowanych co najmniej po 5 razy. Wielkość h zależy więc od dwóch czynników: liczby publikacji i ich cytowalności. Wskaźnik ten może być stosowany zarówno dla oceny czasopism jak i badaczy.
Podobny charakter ma zdecydowanie mniej popularny g-index, zwany też indeksem Egghe. Definiowany jest jako największa liczba g artykułów badacza lub czasopisma, które uzyskały łącznie g2 cytowań. Przykładowo g-index = 10 jeżeli opublikowano 10 artykułów, których łączna liczba cytowań jest nie mniejsza niż 100.
Z kolei immediacy index jest wskaźnikiem szybkości oddziaływania – wyraża stosunek cytowań artykułów w roku ich publikacji, do liczby artykułów opublikowanych w tym samym roku w danym czasopiśmie. Wskaźnik ten odnosi się wyłącznie do określonego czasopisma, a nie do autorów publikacji.
Od kilku lat rozwija się w polskiej humanistyce zjawisko polegające na ocenie dorobku badacza na podstawie IF czasopism, w których opublikował swoje artykuły oraz na podstawie h-index jego publikacji. Podstawą dla obliczania obu wskaźników w humanistyce jest Arts & Humanities Citation Index (A&HCI) i Social Science Citation Index (SSCI) dostępne komercyjnie na platformie Web of Science - są to indeksy cytowań poszczególnych artykułów publikowanych w wybranych czasopismach naukowych z zakresu nauk społecznych i humanistycznych. O zakwalifikowaniu czasopisma do jednego z wymienionych indeksów decyduje jego systematyczne wydawanie oraz uzyskiwane wskaźniki, takie jak impact factor i immediacy index. Wartości IF i II czasopism naukowych podawane są raz do roku w Journal Citation Reports (JCR) – rankingu cytowalności czasopism publikowanym przez ISI. Przypomnieć należy, iż pierwotnie indeksowanie cytowań, które możliwe stało się w 1963 r. dzięki uruchomieniu przez ISI bazy Science Citation Index (SCI) (obecnie: Science Citation Index Expanded), nie służyło ocenie czasopism lub badaczy. Było zabiegiem mającym zastąpić czasochłonne i zawodne indeksowanie tematyczne, usprawnić wyszukiwanie w bazie dokumentów relewantnych, zbieżnych, czy to pod względem metody, czy przedmiotu opracowania, dotyczącym przede wszystkim nauk eksperymentalnych. Jednakże już w 1965 r. dostrzeżono potencjał analizy cytowań, jako narzędzia oceny.
Thomson Reuters prowadzi ponadto Master Journal List (tzw. lista filadelfijska) - wykaz czasopism i serii naukowych indeksowanych w bibliograficznych bazach danych ISI, uznanych za wiodące w światowej nauce (lista szersza niż zbiór czasopism uwzględnianych przez JCR). Lista ta co prawda nie zawiera współczynników bibliometrycznych, ale uznawana jest za zbiór najbardziej wpływowych czasopism naukowych, co w polskiej praktyce oceny badacza i jednostki naukowej przełożyło się na przyznawanie stosunkowo dużej ilości punktów za publikowanie w tych właśnie pismach (tzw. ministerialna lista A czasopism punktowanych występujących w JCR oraz lista B – pozostałe czasopisma ).
W oparciu o MJL Thomson Reuters tworzy od lat dziewięćdziesiątych National Science Indicators – bazę danych statystycznych dotyczących osiągnięć naukowych w zakresie nauk ścisłych, społecznych, sztuki i nauk humanistycznych z ponad 180 państw oraz National Citation Report – bibliograficzną bazę artykułów naukowych uwzględniającą abstrakty, słowa kluczowe i cytowania, pozwalającą na porównywanie jednostek naukowych w określonych dziedzinach.
Indeksy cytowań można tworzyć także na podstawie danych z bazy publikacji naukowych Scopus prowadzonej przez wydawnictwo naukowe Elsevier. Baza ta posiada m.in. dział Social Science and Humanities, który zawiera abstrakty większości indeksowanych artykułów. Uznawana jest za proeuropejską (większość indeksowanych czasopism pochodzi z Europy), w przeciwieństwie do proamerykańskich baz ISI. Pozwala na wygenerowanie SCImago Journal Rank (SJR) indicator - wskaźnika cytowalności i oglądalności, odnoszącego się do czasopism indeksowanych w bazie Scopus. Niestety, SJR za 2010 r. w grupie czasopism publikujących artykuły z zakresu historiografii nie zawiera czasopism polskich.
Istnieje także specjalistyczna baza referencyjna czasopism naukowych z zakresu humanistyki – European Reference Index for the Humanities (ERIH), prowadzona przez European Science Foundation. W przeciwieństwie do baz prowadzonych przez ISI, kwalifikowanie czasopism do listy ERIH nie jest dokonywane na podstawie impact factor i immediacy index, lecz na podstawie oceny przeprowadzanej przez grono ekspertów (uwzględnia się m.in.: recenzowanie publikacji, międzynarodowość zespołu redakcyjnego i recenzentów, terminowość publikacji, otwartość na nowych autorów, profesjonalizm informacji bibliograficznych). Czasopisma są podzielone na trzy klasy: INT1, INT2 i NAT. Do klasy INT1 zalicza się czasopisma najbardziej cenione w skali międzynarodowej, widoczne w środowisku naukowym i zawierające artykuły regularnie cytowane w świecie. Do klasy INT2 zalicza się czasopisma spełniające standardy czasopism międzynarodowych, wysoko cenione w wielu krajach. Do klasy NAT zalicza się czasopisma europejskie o ważnym znaczeniu lokalnym lub regionalnym, których zasięg jest ograniczony językiem publikacji. W przeciwieństwie do baz ISI i Scopus, ERIH nie daje możliwości prowadzenia analizy cytowań. W zamiarze autorów baza ta miała zerwać z dominacją czasopism angielskojęzycznych poprzez uwzględnianie także i tych, wydawanych w innych językach europejskich. W Polsce publikowanie w czasopismach z bazy ERIH pozwala na uzyskiwanie punktów zgodnie z ministerialną listą czasopism punktowanych – część C. Z czasopism polskich publikujących m.in. artykuły dotyczące najnowszych dziejów Polski, w 2011 r. na liście znalazły się: Acta Poloniae Historica (INT1), Dzieje Najnowsze (INT2), Kwartalnik Historyczny (INT1), Kwartalnik Historii Kultury Materialnej (INT2), Przegląd Historyczny (INT2), Res Historica (NAT), Studia z Dziejów Rosji i Europy Środkowo-Wschodniej (NAT) i Studia Źródłoznawcze (NAT).
Od kilkunastu lat możemy obserwować ożywioną dyskusję na temat wad i zalet narzędzi i metod bibliometrycznych z punktu widzenia obiektywizacji i usprawnienia oceny badaczy, uczelni, instytutów i czasopism naukowych. Wśród zalet bibliometrii podkreśla się takie aspekty jak: badanie cytowalności uznawanej za obiektywną miarę jakości czasopisma i jakości pracy naukowej, porównywanie produktywności naukowej badacza i uczelni; pomoc dla bibliotekarzy przy podejmowaniu decyzji o kontynuowaniu bądź rezygnacji z prenumeraty czasopism; pomoc dla redaktorów i wydawców przy śledzeniu postępów własnych czasopism w porównaniu z konkurencyjnymi tytułami; pomoc dla naukowców przy sprawdzaniu, w którym czasopiśmie ich artykuł spotka się z największym zainteresowaniem, pomoc dla uczelni przy podejmowaniu decyzji personalnych. Irena Marszakowa-Szajkiewicz (Bibliometryczna analiza współczesnej nauki, Katowice 1996) uznała, że analiza bibliometryczna umożliwia śledzenie rozwoju nauki i wykazanie udziału poszczególnych państw w ogólnoświatowym postępie, a wskaźniki impact factor i immediacy index to bardziej subtelne oceny ilościowe statusu naukowego czasopisma, odzwierciedlające w istocie jakość prac publikowanych na łamach tego czasopisma, zaś podejście bibliometryczne najpełniej umożliwia ogarnięcie całego systemu nauki, gdyż każde inne badanie w porównaniu z nim jest wycinkowe. Należy jednak pamiętać o prostej, ale kluczowej w tej sprawie zasadzie, na którą wskazał przed kilkunastu laty Jerzy Ratajewski – wskaźniki bibliometryczne ukazują wyłącznie stosunki ilościowe występujące w piśmiennictwie naukowym, a nie wartości naukowe publikacji. W nauce zaś ilość nie przechodzi we jakość.
Częściej jednak natrafia się na krytykę poszczególnych rozwiązań bibliometrycznych. Impact factor jest krytykowany za to, że stosując uśrednianie ilości cytowań uzyskanych przez poszczególne artykuły opublikowane w danym czasopiśmie, nie radzi sobie z przypadkami, w których czasopismo może uzyskać wysoki wskaźnik cytowań wyłącznie dzięki jednemu, często cytowanemu, artykułowi. Toleruje się w ten sposób sytuację, gdy wysoki IF (czyli wysoką renomę naukową) może mieć także czasopismo publikujące głównie takie artykuły, które nie wywierają wpływu na naukę, bo nie są cytowane. Zwraca się też uwagę na fakt, że IF uwzględnia cytowania wyłącznie z okresu ostatnich dwóch lub pięciu lat, niezależnie od dziedziny wiedzy, którą reprezentuje czasopismo. Tymczasem obserwuje się duże zróżnicowanie czasu od ukazania się publikacji do jej cytowania dla różnych dyscyplin naukowych. W związku z tym IF czasami nie pokazuje rzeczywistego wpływu czasopisma na rozwój nauki.
Na problemy wynikające ze skutków stosowania IF zwrócił uwagę Richard Monastersky. Stwierdził, że badacze zamiast skupiać się na istotnych problemach, które wcale nie muszą stać się naukowymi przebojami, będą zabiegać o tematy, na które panuje moda – czyli takie, które łatwiej będzie opublikować w wiodących czasopismach i zdobyć dzięki temu wysoką cytowalność. Dostrzegł też, że w redakcjach części czasopism rutynowo prosi się autorów o poruszanie tzw. tematów modnych oraz o cytowanie wcześniejszych artykułów z tych samych czasopism – taka polityka sztucznie podnosi wartość wskaźnika IF. Redakcje – w sposób świadomy, czy nie – biorą pod uwagę potencjalne wskaźniki cytowań przy podejmowaniu decyzji o opublikowaniu danego artykułu. Wartość naukowa pracy staje się mniej ważna. Za jeszcze większy problemem uznał Monastersky wykorzystywanie IF do oceny badaczy i jakości ich pracy. Niezależnie od merytorycznej wartości artykułów lepiej oceniane są te, które zostały opublikowane w czasopiśmie zajmującym wyższą pozycję w rankingu. Tak więc przy podejmowaniu decyzji o awansach, zatrudnianiu i przydzielaniu grantów zaczyna się stosować wskaźnik, który nie do tego celu został stworzony. Poza tym, presja na publikowanie w czasopismach o najwyższych wartościach IF doprowadziła badaczy do konkurowania o ograniczoną w istocie liczbę łamów w czasopismach o rozległej tematyce (dzięki temu mają najczęściej wyskoki wskaźnik IF), przyczyniając się tym samym do osłabienia periodyków specjalistycznych będących głównymi publikacjami w swoich dziedzinach.
Problemem jest także fakt, że wskaźniki bibliometryczne opierają się na niedoskonałych bazach danych. Do podstawowych wad baz indeksujących czasopisma naukowe zaliczono pomieszanie w ramach tej samej listy publikacji z bardzo różnych dyscyplin nauki o bardzo różnej specyfice cytowalności, co zdecydowanie utrudnia jakiekolwiek obiektywne porównywanie. W przypadku baz ISI krytykowany jest dobór czasopism. Humaniści z krajów nie angielskojęzycznych uważają, że z niezrozumiałych względów pomijane są wartościowe czasopisma wydawane w ich językach. Jeszcze większym problemem, w przypadku humanistyki, jest ograniczenie indeksowania dorobku naukowego wyłącznie do czasopism z pominięciem książek.
Szczegółowo wady badań bibliometrycznych prowadzonych w oparciu o Science Citation Index Expanded, National Citation Report i National Science Indicators omówił Andrzej Kajetan Wróblewski. Wyraźnie zaznaczył, że nie można porównywać ilość cytowań i IF różnych dyscyplin naukowych, te bowiem są zależne od specyfiki danej dyscypliny. Przykładem ilustrującym ten problem jest różnica średnich cytowań jednej pracy indeksowanej przez NSI – dla biologii molekularnej i genetyki w latach 1981-2000 wynosi ona 31,32, a dla historii w tym samym okresie 1,18. Ten sam badacz, bazując na SCIE, opracował indeks cytowań dla połowy XVIII wieku i doszedł do wniosku, że najczęściej cytowani wówczas autorzy są dziś w dużej części zapomniani, natomiast uczeni dziś uznawani za wybitnych znaleźli się daleko od czołówki. Ponadto, A. K. Wróblewski ustalił, że: dla obliczenia IF uwzględniano nie tylko cytowania w artykułach naukowych, lecz także w publikowanych listach od czytelników, a jednocześnie ilości tych listów nie włączano do ogólnej ilości prac opublikowanych w danym czasopiśmie, co zawyżało IF; w analizowanych bazach nie ma różnicy pomiędzy cytowaniami pozytywnymi i krytycznymi (a autorzy prac krytykowanych, uznawanych za bardzo słabe, uzyskują wysoki wskaźnik cytowań); artykuły przeglądowe uzyskują więcej cytowań niż wartościowe prace oryginalne, na których te przeglądy są oparte; niektóre prace o dużej wartości bywają niezrozumiałe i przez wiele lat nie są cytowane; jeśli wyniki badań jakiegoś autora zostają powszechnie zaakceptowane w danej dziedzinie i stają się klasyką, to często jego prace przestają być cytowane; w bardzo wąskich dyscyplinach, w których pracuje niewielu autorów, cytowań jest mniej niż w dziedzinach rozległych. Dlatego też, jak wyraźnie zaznaczył, IF nie powinien być miarą oceny badacza. Zalecił także ostrożność przy porównywaniu dorobku naukowego państw przy wykorzystaniu bazy NSI. Okazuje się bowiem, że publikacja, której współautorem jest np. polski uczony, przebywający choćby czasowo zagranicą, jest w całości zaliczana do dorobku państwa goszczącego, a jeżeli jakaś publikacja naukowa ma autorów z więcej niż jednego państwa, to w bazie danych zostaje zaliczana każdemu z tych państw z tą samą, jednostkową wagą (niezależnie od liczby autorów). Podobnie, cytowania takiej pracy są zaliczane każdemu państwu z jednakową, jednostkową wagą. Skutkuje to zawyżeniem realnej sumy publikacji naukowych, zaburzeniem adekwatności wyników do badanych realiów i zaniżeniem udziału Polaków w światowym dorobku (znacznie częściej Polacy badają w ośrodkach zagranicznych niż obcokrajowcy w Polsce) .
Jako ciekawostkę, ale dobrze uzasadniającą obawy krytyków stosowania mierników bibliometrycznych dla oceny badaczy, można podać fakt, że założyciel i dyrektor ISI w Filadelfii, Eugene Garfield, wykorzystując bazy bibliograficzne Instytutu dowiódł, iż w latach 1976-1983 najczęściej cytowanymi autorami byli K. Marks i W. Lenin, co oczywiście nie oznacza, że byli oni wybitnymi uczonymi. Z kolei jedna z ważniejszych dla naukoznawstwa prac - publikacja Michaela Polanyiego o wiedzy ukrytej - nie była cytowana przez dwadzieścia pięć lat, co w żaden sposób nie pomniejsza jej wartości.
Na poważną wadę baz stanowiących podstawę do wyliczania wskaźników bibliometrycznych zwrócili uwagę autorzy dokumentu „10 grzechów głównych. Krytyka prac E&Y i IBnGR nad diagnozą stanu oraz strategią reformy szkolnictwa wyższego” . Stwierdzili oni, że występuje w nich sztuczne uprzywilejowanie publikacji anglojęzycznych, podczas gdy duża część produkcji naukowej w Europie powstaje w językach narodowych, a w pewnych dziedzinach najważniejsze wyniki i idee są publikowane w językach innych niż angielski.
W związku ze wspomnianymi dylematami autor podjął się sprawdzenia, na ile bibliometria może pomóc w ocenie dorobku naukowego historyka specjalizującego się w najnowszych dziejach Polski. Eksploracją objęto wskaźniki bibliometryczne badaczy, o których informacje dostępne były w bazie Ośrodka Przetwarzania Informacji – Ludzie nauki , a którzy w październiku w 2011 r. byli samodzielnymi pracownikami naukowymi prowadzącymi badania w zakresie najnowszych dziejów Polski. Po wybraniu dyscypliny KBN – nauki historyczne oraz wpisaniu specjalności – historia najnowsza Polski, otrzymano 91 rekordów samodzielnych pracowników, a po wpisaniu najnowsza historia Polski kolejne 30 rekordów – innych niż poprzednie. Wybrano także 36 rekordów spośród historyków deklarujących specjalność historia najnowsza, o których autor wie, że zajmują się dziejami Polski. Nazwisko każdego badacza sprawdzane było w niektórych (indeksujących prace humanistów) bazach dostępnych na platformie Web of Science - Social Sciences Citation Index (SSCI) – zawiera dane od 1956 r.; Arts & Humanities Citation Index (A&HCI) – dane od 1975 r.; Conference Proceedings Citation Index- Social Science & Humanities (CPCI-SSH) – dane od 1990 r.
Spośród 157 uwzględnionych w badaniach historyków, samodzielnych pracowników naukowych, w bazach ISI indeksowane są prace 30 osób (19%). Z tego, w przypadku 14 osób (46,5% spośród indeksowanych w bazach, a 9% spośród wszystkich badanych) indeksowana jest jedna praca; 7 osób (23,5% spośród indeksowanych w bazach, a 4,5% spośród wszystkich badanych) ma indeksowanych od 2 do 5 publikacji; 6 historyków (20% spośród indeksowanych w bazach, a 4% spośród wszystkich badanych) ma indeksowanych od 6 do 10 prac, a 3 (10% spośród indeksowanych w bazach, a 2% spośród wszystkich badanych) powyżej 11 (rekordzista ma 17). Spośród 106 indeksowanych artykułów najwięcej, bo 70 (66%) opublikowano w Acta Poloniae Historica – czasopiśmie wydawanym w języku angielskim przez Instytut Historii PAN. Mimo, że czasopismo to umieszczone jest na tzw. liście filadelfijskiej, a artykułu publikowane są w języku angielskim, to żadna z indeksowanych w SSCI, A&HCI i CPCI-SSH prac polskich historyków dziejów najnowszych nie była cytowana w innych czasopismach z baz ISI. Kolejne 18 artykułów (17%) opublikowano w Kwartalniku Historii Żydów – wydawanym przez Żydowski Instytut Historyczny (artykuły w języku polskim, niemieckim i angielskim). Także i to czasopismo umieszczone jest na liście filadelfijskiej, a mimo to zamieszczone w nim artykuły z zakresu najnowszych dziejów Polski nie są cytowane w innych czasopismach naukowych ze wspomnianych baz. Pozostałe 18 prac (17%) opublikowano w czasopismach angielsko i niemieckojęzycznych oraz w angielskojęzycznych materiałach konferencyjnych. Także i w tym przypadku tzw. cytowalność w bazach ISI wyniosła zero.
Kolejne badanie przeprowadzono w oparciu o dane z bazy Scopus. W dziale Social Science and Humanities, w którym zgromadzono dane od 1996 r., indeksowane są prace 14 historyków z badanej grupy (9%). W przypadku 5 osób (36% spośród indeksowanych w bazie, a 3% spośród wszystkich badanych) jest to tylko jedna praca, 7 badaczy (50% spośród indeksowanych w bazie, a 4,5% spośród wszystkich badanych) ma zindeksowane dwie prace, jedna osoba ma trzy uwzględnione prace i jedna 5. Mimo, że wszystkie prace opublikowano w językach zachodnioeuropejskich (głównie po angielsku), jedynie dwóch historyków doczekało się po jednym cytowaniu w innych czasopismach z bazy Scopus. Spośród 27 indeksowanych artykułów 9 opublikowano w Acta Poloniae Historica (33%), 4 w Journal of Modern European History (15%), 3 w Osteuropa (11%), 2 w Russian History (7,5%), a pozostałe pojedynczo w kilku innych czasopismach wydawanych w Niemczech i we Francji.
Szukając odpowiedzi na pytanie – dlaczego historycy specjalizujący się w najnowszych dziejach Polski są bardzo słabo obecni w światowych indeksach cytowań i dlaczego nie są cytowani? – należy zwrócić uwagę na fakt, że zdecydowana większość źródeł, które stanowią podstawę badań dla tej grupy historyków, jest w języku polskim. Chcąc badać historię Polski XX wieku koniecznie należy bardzo dobrze znać ten język. Stąd też, co logiczne i racjonalne, dyskusja wewnątrz tej grupy badaczy odbywa się w języku polskim. Publikowanie w innych językach pozbawione jest sensu, gdyż wszyscy specjaliści z zakresu najnowszych dziejów Polski znają język polski. Publikowanie po angielsku czy niemiecku w czasopismach indeksowanych nie wpływa na poszerzenie zasięgu oddziaływania danej pracy, o czym świadczą wspomniane już zerowe cytowania takich publikacji. Skoro historycy spoza Polski nie badają, z powodu nieznajomości języka, najnowszych dziejów Polski, to raczej nie należy oczekiwać, by cytowali prace z tej tematyki.
Kolejne wyjaśnienie związane jest z tym, że w przeciwieństwie do nauk ścisłych i eksperymentalnych, humanistyka ma, oprócz naukowej, jeszcze jedną, specyficzną funkcję zwaną oświeceniową lub kulturotwórczą. Sprowadza się ona do tego, że publikacja humanistyczna powinna nie tylko wyjaśniać problem naukowy, lecz także popularyzować go w społeczeństwie oraz wpływać na kształtowanie poglądów i zasobu pojęć. W związku z tym prace humanistyczne powinny być publikowane przede wszystkim w języku danego społeczeństwa – narodu, którego badania dotyczą.
Niestety, wymienione bazy cytowań nie uwzględniają czasopism, które publikują prace z zakresu najnowszej historii Polski, a wydawane są w języku polskim. Nie uwzględniają też prac wydawanych w formie książek, czyli znaczącej części dorobku historyków. Baza prac naukowych, w których poszukuje się cytowań, z punktu widzenia najnowszych dziejów Polski jest wyjątkowo skromna. Tak więc wskaźniki bibliometryczne, coraz powszechniej stosowane do oceny polskich uczelni i badaczy, nie nadają się do rzetelnej i sprawiedliwej oceny historyków specjalizujących się w historii Polski XX wieku. Nie informują bowiem o wielkości i cytowalności ich dorobku, a tym bardziej o jakości ich prac.
Stosowanie opisanych indeksów cytowań do oceny tej grupy badaczy jest tym bardziej niezrozumiałe, że już w 1995 r. w pracach naukowych (Wincławska Berenika, Wincławski Włodzimierz, Indeks cytowań socjologii polskiej (Założenia ideowe i omówienie pierwszych wyników), „Zagadnienia Naukoznawstwa”, 1995, nr 3-4, s. 243-246.)zwracano uwagę na niewielką przydatność tych wskaźników w polskiej humanistyce i naukach społecznych, a także postulowano opracowanie baz cytowań adekwatnych do specyfiki tychże dziedzin polskiej nauki. Podobną diagnozę postawili badacze skupieni wokół ESF, którzy w Budapeszcie w 2001 r. ocenili, że problem jakoby słabej widoczności europejskiej humanistyki sprowadza się do nieadekwatności wskaźników bibliometrycznych, stworzonych w USA z uwzględnieniem wyłącznie metodologii nauk ścisłych i eksperymentalnych i wyraźnie preferujących publikacje w języku angielskim . Dzięki ich inicjatywie powstała baza ERIH, a historykom najnowszych dziejów Polski publikowanie w czasopismach tam wymienionych pozwala zarówno prowadzić dyskusję w języku polskim, jak i zdobywać punkty do oceny dorobku naukowego. Zwolennikom bibliometrycznego mierzenia dorobku historyków i szerzej – humanistów – przypomnieć należy dawny i niestety nie zrealizowany postulat Piotra Nowaka (Nowak Piotr, Impact factor polskich czasopism naukowych z dziedzin humanistycznych, [w] Problemy i metody nauki o informacji. Szkice i studia, Poznań 1998. ), opracowania indeksu cytowań całej polskiej humanistyki, po to, by na bazie zgromadzonych w nim danych (pochodzących także z książek) obliczać IF dla polskich czasopism humanistycznych oraz wskaźniki produktywności naukowej i wpływu polskich humanistów . Tak opracowane wskaźniki, mimo że krajowe, byłyby zdecydowanie bardziej obiektywne, rzetelne i sprawiedliwe niż stosowane obecnie.
niedziela, 29 kwietnia 2012
Kontrowersyjna konferencja: Forum Nowej Nauki "Nauka 2.0: więcej niż internet!" [http://www.nauka2.0.cittru.uj.edu.pl/program]
Jednym z wątków w rozważaniach o konieczności zreformowania nauki, jest motyw zwany umownie Nauką 2.0. W związku z tym, że pojęcie to nie jest jeszcze precyzyjnie zdefiniowane, wystąpienia w trakcie krakowskiej konferencji odbiegały, czasami znacznie, od rozważań o nauce rozumianej jako autonomiczna część kultury służąca wyjaśnieniu funkcjonowania świata, w którym żyje człowiek. Nauce budowanej i rozwijanej wyłącznie za pomocą tzw. metody naukowej, wspieranej przez proces publikowania i wielokrotnego powtarzania badań w celu weryfikacji ich wyników, co prowadzi do powstania wiedzy naukowej [definicja z Wikipedii]. W związku z tym nie jest pewne o jakiej nauce mówili referenci, jednakże założyć można, iż mówili o zjawiskach występujących na wyższych uczelniach i w instytutach badawczych. Stąd też uprawnione jest analizowanie i ocenianie tez poszczególnych referatów z uwzględnieniem takiego rozumienia pojęcia nauka, które jest powszechne na wyższych uczelniach i w instytutach badawczych (bliskiego definicji z Wikipedii). Odniosę się do najbardziej kontrowersyjnych wystąpień.
1. Wystąpienie Dominika Batorskiego: Czy polską naukę stać na to, aby zrezygnować z potencjału, jaki oferuje otwarta nauka?
Dla Dominika Batorskiego Nauka 2.0 to nauka otwarta, do której zaliczył takie zjawiska jak: wolne i otwarte oprogramowanie, otwarty dostęp, otwarte badania, otwartą edukację i naukę obywatelską. Takie podejście rodzi liczne wątpliwości. Dlaczego do nauki zaliczył narzędzia wykorzystywane w procesie badań i publikowania, czyli oprogramowanie? Czy zamiana programu płatnego MS Office na wolny Open Office da jakąkolwiek zmianę jakościową w nauce? Czy to takie ważne, który generator wykresów będzie używał badacz – komercyjny czy dostępny bezpłatnie? Wątpię. Nie budzi za to wątpliwości postulat otwartego dostępu do treści prac naukowych umieszczonych w Internecie. Niewątpliwie zyskałaby dzięki temu zarówno dyskusja naukowa, jak i popularyzacja nauki. Niestety, zasady oceny badaczy i jednostek naukowych preferują zamknięty model publikowania w książkach i czasopismach uznanych za naukowe – drogich, trudno dostępnych, których główną zaletą jest dobry proces recenzyjny. Z tym, że ten model publikowania, poprzedzony recenzjami, jest do zastosowania także w przypadku otwartego dostępu w Internecie. Obecnie, ze względu na politykę ocenienia dorobku, model otwarty jest niezgodny z interesami badaczy. Kolejne składniki otwartej nauki – otwarte badania i nauka obywatelska – budzą największe kontrowersje. Autor bowiem postuluje nie tylko otwartość w sensie dostępności procesu badawczego dla innych badaczy, lecz także dla amatorów – czyli osób nie znających metody naukowej. Udostępnianie danych badawczych szerszemu gronu badaczy może przyczynić się do uzyskania lepszych wyników, ale rodzi problemy z autorstwem. Czy badacze będą chcieli upubliczniać dane, zdobyte niekiedy dzięki długim i żmudnym badaniom, mając obawę, że inni badacze na ich podstawie będą mogli przeprowadzić własne analizy, które staną się ich dorobkiem, a nie dorobkiem tego, kto przeprowadził badania? Z kolei postulat angażowania do procesu badawczego amatorów jest nierealny – co mogą badaczowi pomóc osoby nie znające metody naukowej? Mogą jedynie wykonywać proste czynności pomocnicze, które trudno raczej nazwać współudziałem w badaniach. Przy okazji pojawia się ryzyko, że nie mając doświadczenia badawczego i potrzebnej wiedzy, amatorzy popełnią istotne błędy nawet w tych prostych czynnościach. Stwierdzenie, że nauka w coraz większym stopniu będzie robiona nie tylko przez naukowców jest zupełnie nierealne. Amator, który nie zna metody naukowej nie może uprawiać nauki. Projekty typu Zooniverse [https://www.zooniverse.org/] sprowadzają się do udzielania badaczom technicznej pomocy w czasochłonnych czynnościach. Poza tym, jaki miałby być rodzaj motywacji, by utrzymać aktywność amatorów takich działań? W momencie gdy zniknie walor nowości, zabraknie motywacji do poświęcania swojego czasu. Dominik Batorski wspomniał też o otwartej metodologii opartej na narzędziach i danych dostępnych dla innych. Popełnił przy tym dwa błędy. Pomylił metodologię, czyli naukę o metodach badań naukowych stosowanych w danej dziedzinie wiedzy z metodyką, czyli zbiorem zasad dotyczących sposobów wykonywania jakiejś pracy badawczej. Drugi błąd sprowadza się do sugestii, że skoro postuluje się metodykę otwartą, to jakoby istnieje metodyka zamknięta. Metodyka, czyli zbiór zasad postępowania jest zawsze otwarta dla tych, którzy ją znają. Nie da się natomiast otworzyć metodyki na amatorów, którzy jej zasad nie opanowali. Niczego w tej sprawie nie zmieni stosowanie oprogramowania otwartego w miejsce komercyjnego. Metodykę badań należy po prostu znać, bo inaczej nie będzie się wykonywało działalności, którą można uznać za badania naukowe. Kolejną wątpliwość budzi zaliczenie edukacji do nauki. Przecież proces tworzenia wiedzy (nauka) nie jest tożsamy z procesem kształcenia (korzystanie w wyników badań). To są odrębne sfery ludzkiej działalności. Obawiam się, że całkiem sensowna i potrzebna koncepcja usprawnienia współpracy naukowej dzięki możliwościom Internetu może zostać zaprzepaszczona na skutek skojarzenia przez badaczy Nauki 2.0 ze wspomnianymi postulatami Dominika Batorskiego. Skojarzenie będzie bowiem negatywne – Nauka 2.0 = pomieszanie pojęć + amatorszczyzna. Konieczne jest wyraźnie oddzielenie postulatów realnych i potrzebnych (otwarty dostęp do wiedzy naukowej w Internecie, rozwój komunikacji naukowej dzięki możliwościom Sieci) od postulatów nierealnych i sprzecznych z istotą nauki (nauka obywatelska, otwarte badania). Konieczne jest także unikanie mylenia nauki (tworzenia wiedzy dzięki badaniom) z narzędziami służącymi nauce oraz nauki z edukacją.
2. Wystąpienie Andrzeja Radomskiego: Nauka 2.0 w Polsce: szanse i bariery rozwoju.
Andrzej Radomski ustrzegł się największych błędów Dominika Batorskiego i nie ogłosił postulatów zupełnie nierealnych i groźnych dla istoty nauki. Zaprezentował zrozumiałe definicje Nauki 2.0 w węższym i szerszy rozumieniu (uprawianie działalności wiedzotwórczej z wykorzystaniem Internetu bez konieczności odbywania podróży; dzielenie się wiedzą w Internecie; komunikacja naukowa w Sieci; nowe, cyfrowe formy przekazu treści naukowych) oraz przedstawił przykłady tych zjawisk z własnej pracy na uczelni (internetowe czasopismo naukowe „Kultura i Historia, portal naukowy „Wiedza i Edukacja”, blogi badaczy, seminaria i konferencje naukowe on-line, kontakty on-line ze studentami i ich projekty grupowe wykonywane z wykorzystaniem zasobów Sieci). W interesującej koncepcji groźnie jednak zabrzmiał postulat urynkowienia nauki, czyli skupienia się na konkretnych potrzebach społecznych i gospodarczych. Prowadzić to może do deprecjonowania badań podstawowych, czyli nakierowanych na tworzenie wiedzy jako takiej, bez ograniczeń typu potrzebna – niepotrzebna, przydatna – nieprzydatna. Bez badań podstawowych nie sposób bowiem rozwijać badań stosowanych, czyli właśnie ukierunkowanych na rozwiązywanie konkretnych problemów i zaspokajanie konkretnych potrzeb. Druga kontrowersja związana jest z tezą, że powstała alternatywna przestrzeń produkcji wiedzy naukowej, w której znajdują się pracownicy nowoczesnej gospodarki gromadzący, przetwarzający i dystrybuujący wiedzę. Czy autor nie myli tu informacji z wiedzą? Nie jest zasadne twierdzenie, że pracownicy ci uczestniczą w tworzeniu wiedzy naukowej. Oni bowiem jedynie dokonują operacji na informacjach, wykorzystując do tego wiedzę, którą wcześniej stworzyła nauka. Nie mają kompetencji badawczych, by tworzyć teorie naukowe. Nie można mylić działalności polegającej na gromadzeniu danych o stanie atmosfery i na tej podstawie stawianiu prognoz pogody z badaniami wyjaśniającymi mechanizmy funkcjonowania atmosfery. Andrzej Radomski wskazał na ograniczenia rozwoju nowoczesnej nauki – stan prawa utrudniający otwarty model publikowania wyników badań, korporacyjno-hierarchiczna mentalność badaczy, nastawienie na zdobywanie grantów, stopni i tytułów, a nie na zaspokajanie potrzeb społecznych. Przedstawił też wizję nauki, która może zniwelować te ograniczenia – nazwał ją postnauką. Elementami postnauki mają być: zacieranie granic pomiędzy wiedzą naukową a pozanaukową, prowadzenie działalności naukowej w Internecie, społeczne tworzenie wiedzy na zasadzie zbiorowej inteligencji internautów, multimedialne formy upowszechniania treści naukowych oraz kontakty naukowe i współpraca on-line. Kontrowersyjna w tej koncepcji jest wizja zacierania granicy pomiędzy wiedzą naukową a pozanaukową. Na ile bowiem może być rzetelna i dobrze opisująca jakąś rzeczywistość wiedza pozanaukowa, czyli stworzona bez zastosowania metody naukowej? Czy wiedzy powstałej bez naukowej weryfikacji powierzyłby Andrzej Radomski zdrowie swojej rodziny? Czy leczyłby swoje choroby korzystając ze zbiorowej inteligencji użytkowników jakiegoś forum dyskusyjnego o chorobach? Sądzić należy, że podział na wiedzę naukową i na przekonania potoczne (eufemistycznie zwane wiedzą pozanaukową) utrzyma się, bo zlanie się obu typów wiedzy byłoby groźne dla rozwoju społeczeństwa i gospodarki.
Omawiana konferencja dostarczyła informacji o wielu możliwościach udoskonalenia procesu badań i publikowania w nauce, związanych z Internetem. Pokazała też, że zasada – dobre jest wrogiem lepszego – funkcjonuje. Wielu uczestników konferencji w swoim rewolucyjnym zapędzie do zmian w nauce, chcąc ją usprawnić, prezentowało niejednokrotnie pomysły na jej zniszczenie. Podstawową korzyścią, którą wyniosłem z tej konferencji, jest lepsze zrozumienie dlaczego wielu badaczy nieufnie odnosi się do idei Nauki 2.0 i jej propagatorów. Odnoszą bowiem wrażenie, że jest to raczej sposób na rozwój kultu amatora (wzorem amatorszczyzny wielu „dzieł” w YouTube) niż szansa na modernizację nauki.
Subskrybuj:
Posty (Atom)