niedziela, 15 listopada 2009

Edukacyjna wartość dodana

Dariusz Chętkowski na swoim blogu http://chetkowski.blog.polityka.pl/?p=857 skrytykował pomysł MEN na edukacyjną wartość dodaną. O ile rozumiem sens tego pojęcia po lekturze materiałów na stronie CKE http://cke.scholaris.pl/?pstr=1,  polegać to ma na porównaniu wyników, które uczeń uzyskał (w sensie poziomu kompetencji) na egzaminie gimnazjalnym, do wcześniejszych wyników  uzyskanych na koniec szkoły podstawowej. Różnica w przyroście kompetencji ma stanowić wspomnianą wartość dodaną. Motywem tego posunięcia jest chęć sprawdzenia, ile dała uczniowi konkretna szkoła. Wiadomo, że do pierwszej klasy gimnazjum przychodzą uczniowie o bardzo różnym poziomie kompetencji. Trudno wymagać, by klasa (uczeń) o początkowo niskim poziomie kompetencji uzyskała taki wynik na egzaminie końcowym, jak klasa (uczeń) o początkowo wysokim poziomie kompetencji. Sam egzamin końcowy nie jest miarodajnym źródłem wiedzy o jakości i efektywności pracy danej szkoły czy nauczyciela. Dużo bardziej obiektywne będzie w tej sytuacji porównanie zwane mierzeniem edukacyjnej wartości dodanej. Można tej idei przyklasnąć, pod warunkiem, że prawie wszystkie zadania na testach końcowych będą badały poziom kompetencji ,a  nie zapamiętanie encyklopedycznych szczegółów. Po co komu taka wiedza - po to, by szkoła i nauczyciel wiedzieli jaka jest skuteczność i efektywność zabiegów dydaktycznych, które stosują na co dzień. Po to, by mieli szansę na zmianę tych rozwiązań, które nie dają tego co jest istotą współczesnej edukacji, przyrostu uczniowskich kompetencji. Podkreślę jeszcze raz - kompetencji przydatnych w XXI wieku, a nie stosu encyklopedycznych szczegółów.
Temu pomysłowi Dariusz Chętkowski postawił kilka zarzutów:
1. Wprowadzenie EWD wymagać będzie od nauczycieli kolejnych szkoleń. - Dla mnie każda decyzja MEN, która spowoduje kolejną falę nauczycielskich szkoleń jest godna pochwały. Akurat w tym zawodzie szkoleń nigdy za dużo. Sam jestem zwolennikiem uzależnienia osiągania kolejnych szczebli awansu zawodowego od przejścia cyklu szkoleń, a nawet studiów podyplomowych, przynajmniej raz na pięć lat. Wiedza, także dydaktyczna, pedagogiczna i psychologiczna, szybko przyrasta, a nawet zmieniają się podstawowe twierdzenia. Nauczyciel nie może pozostawać z wiedzą przestarzałą.
2. MEN wycofa się z EWD jak tylko zarobią na tym pomyśle, ci którzy mieli zarobić. Będzie podobnie jak ze ścieżkami edukacyjnymi.  - To jest spiskowa teoria dziejów. Nie powiem jednak, że MEN będzie  konsekwentny, bo to nie jest pewne. Nie powiem też, że MEN wdroży skutecznie swój pomysł, bo to też nie jest pewne. Niestety, przykład losów ścieżek edukacyjnych nie jest budujący. Pierwotny pomysł - na ile się da odchodzić od XIX wiecznego podziału na przedmioty nauczania (absurdalnego w realiach XXI wieku),  zepsuto brakiem konsekwencji i sprowadzeniem do obowiązkowego wypełniania papierków. Miała być korelacja przedmiotów nauczania wokół kompetencji , a wyszło jak zwykle - nauczyciele ograniczali się w praktyce do zapisów (zielonym długopisem jak ktoś wspomniał) w dziennikach i programach. Problem nie polegał jednak, że tym, że idea ścieżek edukacyjnych była zła, lecz na tym, że zarówno nauczycielom jak i władzom oświatowym brakuje odwagi w przejściu z wieku XIX do XXI.
Uważam, że w polskiej oświacie żadne cząstkowe reformy niczego istotnego nie zmienią. Konieczne jest radykalna zmiana - zerwanie z herbartyzmem i encyklopedyzmem.


0 komentarze:

Prześlij komentarz